na zewnątrz jeszcze zima.. chociaż w tej najgorszej odsłonie.. ni to śnieg.. ni deszcz.. niby zimno.. ale jakoś tak mrozu nie ma.. nie lubię.

niedawno skończyłem lekturę Braci Karamazow (tak, edek czasem czyta).. skłoniło mnie to do wielu ciekawych przemyśleń, porównań.. doszukiwania się analogii do własnego podwórka..

nie żeby to miało jakiś duży związek z poniższym popełnieniem.. chciałem się podzielić z Tobą tym, że jeszcze czytam (:P) i tym, że warto przebrnąć przez tę książkę.. a tymczasem – zapraszam…

 

na zewnątrz

goryczą zalane miłości okruchy
blada poświata gubionych uśmiechów

atrament z wnętrza na zewnątrz wylany

czarną strugą z serca
spływa zwykła
niemoc

osąd na niewinnym
(choć winnym miłości)
i rąk załamanych bezskuteczne brawa

bezeceństwa ducha
myśli niespokojne

zatraceniem pełnym
dla czystego ciała