kiedy będą dzieci

wiele razy trafiałem wśród swoich znajomych na udostępnienia artykułu na deon.pl lub innych portalach, dotyczącego tego jak bardzo ludzie potrafią interesować się życiem kobiety i jej łonem… tak. jej łonem, i tym, kiedy będzie miała dzieci, po co ma tyle dzieci, albo dlaczego tylko jedno itd… itd…

oczywiście mam świadomość tego, że temat rodzicielstwa najbardziej dotyka kobiety, ale jesteśmy też my.. mężczyźni, którzy równie często muszą odpowiadać na podobne pytania.. pytania ludzi, którzy nie mają taktu, którzy nie potrafią użyć dwóch szarych komórek zanim wyrzucą z siebie oskarżenia/pytania/drwiny…

pół biedy jeśli to ktoś, z kim człowiek się nie widział 500 lat, staje na ulicy, zamienia dwa-trzy zdania, pada pytanie „a wy jak?”.. coś się odpowie, przejdzie się do porządku dziennego.. gorzej jeśli takie pytania padają z ust osób najbliższych, znających sytuację.. albo osób, które w rodzinie mają trudny przypadek (ktoś nie może mieć dzieci, stara się od wielu lat i nic).. czy taka osoba nie powinna zrozumieć, że podobnym pytaniem potrafi zranić? a może ciągle zadaje takie pytania bratu/siostrze?

nie wiem…

podjąłem się zmiany tekstu, wspominanego na początku wpisu, artykułu… zamieniłem kobietę na mężczyznę i dostosowałem do męskiego spojrzenia… nie dlatego by umniejszyć wartości cierpienia jakie ludzie, przez głupotę lub zwykły brak taktu, zrzucają na kobiety, ale by pokazać, że nie są w tym cierpieniu same. faceta także to dotyka, może mniej, a może wcale niekoniecznie. ciąża nie bierze się znikąd…

będąc sobie oparciem, oboje (kobieta i mężczyzna) zbieramy ciosy, które wymierza w nas podejście innych, ich nieuzasadniona ciekawość..

mam nadzieję, że nikogo nie urażę tym wpisem, a jeśli – to chyba czas na głębokie zastanowienie się nad swoim postępowaniem…

zapraszam…

 
artykuł oryginalnie pojawił się na deon.pl pod adresem -> klik
 

Niedaleko ciebie żyje mężczyzna, ma 35 lat albo więcej i nie został jeszcze tatą. Rodzina i znajomi ciągle pytają: dlaczego nie masz dzieci? i szybko dodają: czas najwyższy.

Jego reakcja jest trochę inna każdego dnia, ale najczęściej to nonszalanckie „mam jeszcze czas” i uśmiech, skrywający napięcie w połączeniu z powściągliwością. Czasami pojawi się nerwowy grymas twarzy, gesty pokazujące frustrację i zażenowanie.

„Nie chcesz chyba czekać w nieskończoność? Niby facet może zawsze, ale co jak się okaże, że jednak nie? Co jak zaczną się kłopoty… Poza tym chyba nie chcesz, żeby dziecko mówiło do Ciebie „dziadku” jak do mnie wnuki?” – uczenie prawi doświadczony życiem starszy człowiek, zadowolony ze swojej błyskotliwości i słusznych wyborów. Mędrzec odchodzi. Mężczyzna nadal się uśmiecha i kiwa głową, gra twardziela. Kiedy jednak zostaje sam, nerwy puszczają, zaciska zęby i próbuje powstrzymać łzy.

Próbuje, bo zaczęli się starać się o dziecko podczas nocy poślubnej… a to było 5 lat temu.
Próbuje, bo jego żona ma dziecko z poprzedniego małżeństwa.
Próbuje, bo wyniki badania jego nasienia nie kwalifikują ich do inseminacji.
Próbuje, bo podjęli próbę inseminacji już 6 razy i nadal nie mają dzieci.
Próbuje, bo jego leki wpływają negatywnie na nasienie.
Próbuje, bo suplementacja nie poprawia morfologii nasienia.
Próbuje, bo jego nasienie ma wady genetyczne.
Próbuje, bo jego żona poroniła już 4 razy.
Próbuje, ponieważ brak dzieci jest powodem kryzysu w jego małżeństwie.
Próbuje, bo lekarz powiedział, że jest zdrowy, ale w głębi duszy wie, że to w nim tkwi problem.
Próbuje, bo jego żona obwinia siebie, a on nie może tego słuchać.
Próbuje, bo jego brat ma już dwóch synów.
Próbuje, bo jego brat nie chce mieć dzieci.
Próbuje, bo jego przyjaciel spodziewa się dziecka.
Próbuje, bo jego ojciec chce być dziadkiem.
Próbuje, bo jego teściowie już dawno planowali zakup łóżeczka.
Próbuje, bo jej sąsiad ma bliźniaki i traktuje je bardzo źle.
Próbuje, bo widzi nastolatków, którzy „wpadli” po jednej nocy, a oni starają się od setek.
Próbuje, bo jest wspaniałym wujkiem.
Próbuje, bo już wybrał imiona.
Próbuje, bo ma pusty pokój w swoim domu.
Próbuje, bo ma tak wiele do zaoferowania.
Próbuje, bo nie chce świadomie zgodzić się na życie tylko we dwoje.
Próbuje, bo wie, że jego kobieta byłaby świetną mamą.
Próbuje, bo wie, że byłby wspaniałym tatą, ale nie jest.

…próbuje.. ale nie wychodzi..

Gdzie indziej żyje inny mężczyzna: 34 lata, pięcioro dzieci

Ludzie mówią do niego: „Pięcioro? Dobry Boże, mam nadzieję, że już skończyliście”. A potem śmieją się z wyższością, ponieważ wydaje im się to zabawne. Mężczyzna śmieje się też, ale nie na serio, to raczej śmiech – tarcza. Czasem rzuci „co Ci do tego?!” ale zazwyczaj szybko zmienia temat, szacunku nie da się wymusić. Gra twardziela. Kiedy jednak zostaje sam, nerwy puszczają, zaciska zęby i próbuje powstrzymać łzy.

Próbuje, bo spodziewają się kolejnego dziecka i czuje się pod presją, by ukrywać radość. Bo jak to możliwe cieszyć się „kolejnym kłopotem”?
Próbuje, bo zawsze chciał mieć dużą rodzinę i nie rozumie, dlaczego ludziom to przeszkadza.
Próbuje, bo nie ma rodzeństwa, a zawsze chciał mieć starszego brata, który by go wspierał, albo młodszą siostrę, którą mógłby się opiekować.
Próbuje, bo jego dziadkowie mieli 12stkę, a on zawsze chciał być podobny do swojego dziadka.
Próbuje, bo nie może sobie wyobrazić życia bez swoich dzieci, ale ludzie traktują je jakby były karą.
Próbuje, bo nie chce litości nad sobą.
Próbuje, bo ludzie zakładają, to nie jest to, czego chciał.
Próbuje, bo zakładają, że jest po prostu nieodpowiedzialna.
Próbuje, ponieważ myślą, że jest tyranem i zmusza swoją żonę do rodzenia kolejnych dzieci.
Próbuje, bo czuje się niezrozumiany.
Próbuje, bo ciągle musi bronić swoich osobistych wyborów przed obcymi, ale najbardziej boli walka z najbliższą rodziną.
Próbuje, bo on i jego żona są w stanie bez kłopotu utrzymać rodzinę, ale dla innych to się nie liczy.
Próbuje, bo jest zmęczony „śmiesznymi” komentarzami.
Próbuje, bo on zajmuje się swoimi sprawami.
Próbuje, bo chciałby, by inni zajęli się swoimi.
Próbuje, bo nachodzą go myśli, że mogli poprzestać na dwójce.
Próbuje, bo inni są prędcy w krytyce i powolni we wsparciu.
Próbuje, bo ma dość kontrolowania jego życia przez otoczenie.
Próbuje, bo jego życie nie jest na pokaz.
Próbuje, bo tak wielu ludzi wydaje opinie na temat jego życia prywatnego.
Próbuje, bo marzy o tym, by żyć w spokoju.

…próbuje.. ale nie wychodzi..

Jest też taki mężczyzna: 45 lat, jedno dziecko

Ludzie mówią mu: „Tylko jedno? Nigdy nie chciałeś więcej?”. „Jestem dumny z mojego jednego.”- mówi spokojnie ale z naciskiem w głosie. Przećwiczył tę odpowiedź setki jeśli nie tysiące razy, więc mówi dość wiarygodnie. Gra twardziela. Kiedy jednak zostaje sam, nerwy puszczają, zaciska zęby i próbuje powstrzymać łzy.

Próbuje, bo ich jedyne dziecko to cud.
Próbuje, bo ich syn wciąż prosi o brata lub siostrę.
Próbuje, bo zawsze chciał co najmniej troje.
Próbuje, bo druga ciąża musiała zostać rozwiązana, by ratować życie żony.
Próbuje, bo walczy o zdrowie swojego jedynaka.
Próbuje, bo czasem jedno to więcej niż dwoje.
Próbuje, bo jego żona nawet nie dopuszcza myśli o kolejnym.
Próbuje, bo jego żona zmarła, a on nie wyobraża sobie mieć dziecka z inną.
Próbuje, bo jego rodzina myśli, że jedno wystarczy.
Próbuje, bo ma niepewną pracę, a żona nie pracuje.
Próbuje, bo czuje się egoistą.
Próbuje, bo depresja poporodowa żony była tak głęboka, że oboje boją się kolejnej.
Próbuje, bo czuje się zbyt słaby by wesprzeć żonę.
Próbuje, bo pojawiły się problemy zdrowotne, które wykluczają możliwość kolejnej ciąży z nim.
Próbuje, bo chce kolejnego dziecka, ale nie może mieć.

…próbuje.. ale nie wychodzi..

Ci mężczyźni są wszędzie. Żyją obok nas i codziennie cierpią, mierząc się z zadawanymi im pytaniami i nieprzemyślanymi komentarzami. To nasi sąsiedzi, przyjaciele, bracia, koledzy z pracy, kuzyni. Nie potrzebują rad lub opinii. Uszanuj to.