naprawdę

 
a ja świecę dzień święty gdzieś w lesie
rąbię drewno na opał
wśród natury uniesień

echo serca mnie
niesie

wiatr przecinam z kawkami
ich kluczem
i coraz bliżej do zimy
coraz więcej się uczę

i więcej wykluczeń
z życia wykluczeń

rytm za rytmem
niespiesznie
wybijam
z wolna myślę o życiu
wyścig z czasem
przegrywam

lecz choćby wyrok z nieba
zakłócił w lesie mym chwile
to wciąż pod drzew baldachimem
czuję
że naprawdę żyłem