choć oryginalny tytuł utworu, który pchnął mnie ostatecznie do napisania poniższego popełnienia, to wiosenna odwilż, jakoś tak z wiosną ma niewiele wspólnego… ostatnie akcenty muzyczne nie niosą za sobą nadziei… przynajmniej ja tak to odbieram… kawałek do odsłuchania na końcu wpisu – polecam, bardzo polecam… tak, jak polecam moje popełnienie, tym razem jest edkowo…

zapraszam…

 

odwilż

osunięta ziemia

pod stopami
mroczny sen

dwa anioły zagubione
jak na co dzień
noc i dzień

zapomniane zwykłe myśli
poplątany sznurek spraw

nic już nie jest
tak
jak kiedyś

dziś
czernieje zieleń traw
i ciemnieją białe chmury

jasność słońca schodzi
w cień

pod stopami
czarna ziemia
i ze łzami
spływa krew